22 kwietnia 2011

     Na wiosennej fali, zanim jeszcze zieleń ,,wybuchnie’’ całą swoją siłą, miałem okazję zwiedzić niedostępne zakamarki cytadeli. Prawdę mówiąc, nie wyobrażam sobie takiej wycieczki za dwa lub trzy tygodnie…w gąszczu dziko rosnących, praktycznie wszędzie, krzaków, drzew można bardzo łatwo stracić orientację. Nie będzie przesadą jeśli powiem, że każdy z bastionów ma swój mikroklimat. Cisza i spokój, dwa najważniejsze czynniki sprawiły, że rejon ściśle pilnowany przez ochronę twierdzy, opanowały osobliwe gatunki roślin i zwierząt ceniące sobie szeroko pojętą prywatność… Przez dziesięciolecia niewykorzystywane korytarze stały się idealnym schronieniem dla nietoperzy, patrząc uważnie pod nogi znajdziemy tam niejedną borsuczą norę… niepokojone przez ludzi ptactwo też jakby w raju… paprocie, nawet bardzo rzadkie odmiany…                                                                                                                                                         

    O sile z jaką przyroda zaatakowała cytadelę można mówić bardziej obrazowo. Wystarczy spojrzeć gołym okiem na sypiące się mury i lecące kamienie… jeśli ten proces będzie postępował dalej w takim tempie, za parę lat z bastionu zostanie góra gruzu. Wtedy będzie tylko wstyd…      

     W jednym z korytarzy natrafiłem na całą masę dokumentów w języku niemieckim. Spoglądając na sygnatury można wywnioskować, że pochodzą one z ostatniego oblężenia miasta w 1945r. Uważam, że to bardzo ciekawy materiał do wnikliwej analizy historycznej. Skrawki papieru zawierają bowiem liczby, nazwiska, stopnie wojskowe… są opatrzone wojskowymi pieczęciami i najważniejsze – posiadają daty… Myślę, że warto wrócić z czasem do tego korytarza. Szkoda żeby kawałek takiej historii leżał tak blisko i porastał pleśnią…

Komentowanie wyłączone.