28 lutego 2010

    Niezwykle miła niespodzianka spotkała mnie zeszłego lata w Warszawie. Będąc na wspaniałym koncercie, który kończył się późno w nocy byłem zmuszony zostać na noc w stolicy. Naturalnie  wybór  hotelu  zaplanowałem  z  góry. Le Royal Meridien – Bristol od zawsze wzbudzał moją ciekawość.

 

       Hotel powstał na przełomie XIX i XX wieku, a jednym z jego współwłaścicieli był słynny pianista i późniejszy premier Polski Ignacy Paderewski. Elewacje, które początkowo projektowali krakowscy architekci, miały być secesyjne. Inwestorzy uznali jednak, że styl art nouveau jest zbyt awangardowy i może wystraszyć gości. Ostatecznie zdecydowali się na bardziej zachowawczy neorenesansowy kostium architektoniczny, który zaprojektował Władysław Marconi. O walorach wygód można by pisać w nieskończoność jednak wycieczkę jaką zafundowała mi Pani Magda Adamus – długoletni pracownik i zarazem prawa ręka dyrekcji Bristolu zapamiętam na długo. Burzliwe dzieje magicznego hotelu, losy jego gości, historia i plotki towarzyskie…. wszystko wraz z fachowym przewodnickim zacięciem uświadomiło mi, że trafiłem na właściwą osobę. 

 

        Prawdziwe zdumienie jednak, ogarnęło mnie podczas śniadania w restauracji Marconi i niebyło związane z kulinarnymi doznaniami. Otóż w jej centralnym punkcie na najbardziej eksponowanej ścianie zawieszony jest rysunek przedstawiający panoramę grudziądzkich spichrzy. Na ten widok w pierwszej chwili przerwałem posiłek by mieć pewność, że moje oczy faktycznie widzą to co jest mi takie bliskie. Pod rysunkiem był podpis ,,Pomorze 1956’’ Muszę przyznać, że w tamtej chwili poczułem się dumnie, że jestem grudziądzaninem. Grudziądz w Warszawie i to w takim miejscu – to dopiero promocja!

Musisz się zalogować aby móc komentować.