24 maja 2010

     Historia opowiedziana dziś przez Klaudię wciągnęła mnie bez reszty. Rodzinne zakręty, które przechodziło rodzeństwo Salomei i Gwidona Sujkowskich opowiedziane przez tak młodą osobę uświadomiło mi, że warto zagłębiać się w przeszłość. Perypetie rodzinne  problemy oraz triumfy wszystko to mogłem wyczytać z paru magicznych skoroszytów, które skrupulatnie gromadzone przez dziadka Klaudii nagromadziły całą masę dokumentów, pism urzędowych, listów i zwykłych pisanych wspomnień. Wśród studiowania tej góry papieru  nie sposób było nie zauważyć jaką osobą była dr Salomea Sujkowska. Osoba która bez reszty poświęciła się medycynie i Grudziądzowi śmiało zasługuje na tytuł moralnego autorytetu miasta. Jej wspaniała i dramatyczna zarazem karta w ponad półwiecznej pracy zawodowej, począwszy od 1945r (6 tygodniowe oblężenie Grudziądza) kiedy to dała świadectwo człowieczeństwa opiekując się chorymi(nie tylko cywilami) aż do momentu gdy za pieniądze otrzymane ze spadku, zakupiła sprzęt dla oddziału chirurgii dziecięcej Szpitala Miejskiego i ufundowała stypendium dla studenta UMK z regionu…budzi podziw…do grona swych przyjaciół zaliczała każdego spotkanego człowieka…tym samym zyskując szacunek wielu ludzi. Taki życiorys, to życiorys człowieka przez duże C.

     Tym samym dowiedziałem się że pozostawiona działka w miejscu istnienia byłej kamienicy, gdzie niegdyś mieszkała dr Sujkowska jest przedmiotem sporu między miastem a jej prawowitymi spadkobiercami-w tym Klaudii. Teren ten ze względu na swą historyczną strukturę (fragmenty murów miejskich) jest często odwiedzany przez spacerowiczów, turystów i chyba nieliczni pamiętają o istnieniu na nim budynków…

    Zastanawiam się jaki będzie finał tej sprawy…Czy zwykły człowiek,  ma jeszcze dziś szansę w zderzeniu z urzędniczą machiną, na wiarę w uczciwość i jakiekolwiek zadośćuczynienie…? Czy też historia dokona nowego wpisu w księdze wieczystej pomijając spadkobierców szerokim łukiem…?

Musisz się zalogować aby móc komentować.