20 maja 2010

    Jeszcze Kraj nie odetchnął po kwietniowej tragedii a już mamy następną, majową. W 1997 przebiegła według podobnego scenariusza. Siły natury ujarzmić jest bardzo trudno, czasami jest to wręcz niemożliwe. Przykro gdy patrzy się na ludzi, którzy w jednej chwili stracili cały swój dobytek, niejednokrotnie dorobek całego życia, cierpiące zwierzęta, zniszczone domy, drogi… ale chyba jeszcze bardziej daje do myślenia tak obrazowy przykład, gdzie w pewnej zalanej miejscowości po katastrofie postanowiono naprawić wały, by uniknąć takiej tragedii w przyszłości… ta chęć naprawy trwała 13 lat a długość wału miała zaledwie 4 kilometry-nie zrobiono nic-na chęciach się skończyło… Fala przyszła ponownie…Takich miejscowości w Polsce jest niestety porażająco wiele. Efekty urzędniczych zaniedbań, braku wyciągniętych w porę wniosków i chęci szczerego zaangażowania w przyszłe bezpieczeństwo skumulowały się w tym właśnie momencie. Dziś słuchając wiadomości mam wrażenie, że co drugi polityk lub osoba z lokalnych samorządów jest niesamowitym znawcą tematu ,,Jak uniknąć powodzi’’ Tylko gdzie były te osoby jak trzeba było naprawdę działać? Obecnie straty są szacowane na ok. 2 miliardy złotych. Uważam, że taka kalkulacja nie jest wiarygodna. O faktycznej liczbie będzie można mówić gdy całkowicie opadnie woda a mieszkańcy zalanych terenów wrócą i przystąpią do naprawy szkód. Przyglądam się naszemu sztabowi antykryzysowemu i jego możliwościom… zastanawiam się jak to będzie tym razem? Grudziądz ma ciekawe położenie i chyba w naszym wypadku niewiele będzie można zrobić. Ubieranie w słowa, że ,,jesteśmy przygotowani’’ to paplanina trochę na wyrost… wszystko zależy od poziomu Wisły.

Musisz się zalogować aby móc komentować.