Archiwum kategorii ‘Moje wędrówki’

hydrozagadka…

czwartek, 15 Marzec 2012

 

 

 

 

 

 

 

     Korzystając z ciepłej i słonecznej niedzieli udałem się w plener. Teren widokowo bardzo   atrakcyjny, choć trudno dostępny by nie powiedzieć ekstremalnie ciężki. Powalone drzewa, wszędobylskie krzewy są,  na wiślanej skarpie, normą. Brak tu najzwyklejszych  ścieżek  a  wylewy rzeczne powodują, że człowiek w przeciwieństwie do saren i innych dzikich  zwierząt, zagląda tu naprawdę rzadko. Zwiedzanie tego terenu latem jest praktycznie karkołomnym wyzwaniem… Ciekawość jednak zwycięża i korzystając z tego, że roślinność nie ,,wybuchła” jeszcze na dobre, co z kolei ma ogromny wpływ na możliwość choćby zrobienia czytelnej fotki, udałem się w towarzystwie kolegów na zbocza grudziądzkiej twierdzy.

 

 

 

 

 

 

Każdy, kto choć raz zwiedzał Cytadele  i miał możliwość chodzenia w  fragmencie chodnika, musiał zadać sobie pytanie jak wielka jest ich długość i ile trudu zadali sobie budowniczowie przy realizacji tego przedsięwzięcia… mnie z kolei ciekawiła sprawa odwodnienia… tak wielki obiekt, posadowiony na wysokiej skarpie,  musi posiadać infrastrukturę odprowadzającą wodę z donżonu tym samym zapobiegająca rozmywaniu tarasów skarpy… deszcze niosą potężne ilości wody a tu mamy do czynienia z dużą różnicą wzniesień i rozległym obszarem na którym rozmieszczone są  olbrzymie  masy cegieł… Szukając kanału odprowadzającego wodę nie liczyłem, że zastanę go sprawnym :-)    Wielki podziw dla architekta! 

 

 

 

 

 

 

 

Wykonany w XVIII wieku spełnia swoje zadanie do dnia dzisiejszego… samo poruszanie się pod  terenem wielkiego magazynu uwidacznia ogrom prac ziemnych wykonanych przez budowniczych.  Rzeczą, nie do końca dla mnie jasną jest kto jest właścicielem tego terenu? Do tej pory myślałem, że Wojsko Polskie… Idąc od strony Parsk teren  jest praktycznie nie ogrodzony… brak nawet tablicy informującej czy jest to teren prywatny?… tym sposobem łatwo dotrzeć, przez nikogo nie niepokojonym, nad samo nadbrzeże Wisły, gdzie saperzy składują swój sprzęt… przebywając tu przez chwilę, gdzie historia i przyroda scalają się w jeden unikalny, wyjątkowy obraz tego urokliwego miejsca, można mieć pewność,  że ta ziemia kryje więcej zagadek…

0
Kategoria: Moje wędrówki |

Promocja po grudziądzku…

wtorek, 4 Październik 2011

      Lato nie sprzyjało rowerowym rajdom i chyba tylko ładna, wrześniowa niedziela przyczyniła się do tego, że postanowiłem uczestniczyć w tym ostatnim, zamykającym tegoroczny sezon. Nie bez znaczenia była też sama trasa rajdu. Odcinek autostrady od węzła w Nowych Marzach  do miejscowości Malankowo i z powrotem. Sam przejazd najdłuższym mostem w Polsce i widok w stronę Grudziądza rekompensował, z nawiązką, wszelkie trudy… warto dodać, że prócz 478 osób z Grudziądza, była cała masa ludzi z Gdańska, Bydgoszczy, Torunia, Tczewa i okolicznych miejscowości. Sam teren autostrady dostępny dla wszystkich: piesi, rowerzyści, chodziarze, miłośnicy rolek… super pomysł w ciepłą i słoneczną niedziele. Na końcowym odcinku, w Malankowie nagroda… miejsce odpoczynku, gdzie każdy z uczestników mógł odpocząć, skorzystać z oferowanych w szerokiej gamie atrakcji, nie tylko kulinarnych. Duże wrażenie zrobiły, na mnie, namioty poszczególnych miejscowości, które potrafiły zręcznie skorzystać z możliwości zaprezentowania się,  w bezpośredni sposób, paru tysiącom uczestników imprezy. Promocje ośrodków, leżących przy autostradzie, wykorzystały Tczew, Wąbrzeźno, Trąbki Wielkie, Lubicz… musze przyznać, że sposób i rozmach tego festynu zrobił na mnie duże wrażenie.   Niestety, Grudziądz mimo, chyba największej grupy uczestniczącej w tym dniu, nie skorzystał z możliwości wspaniałej promocji… na tym odcinku autostrady jesteśmy największym miastem mającym wiele do zaprezentowania,  patrząc na miny innych mieszkańców Grudziądza, którzy spostrzegli to co ja – brak naszego stoiska – nasunęło mi się jedno słowo, właściwie określające zaistniałą sytuacje …Wstyd!

0
Kategoria: Moje wędrówki |

Rodzynek…

środa, 28 Wrzesień 2011

      Betonowy klocek, zwany schronem łączności, nie należy do obiektów, które charakteryzuje dbałość o ładne szczegóły jakie mają inne tego typu budowle. Z punktu widzenia estetyki, jest on raczej oszczędny, by nie powiedzieć brzydki. Jednak to co najciekawsze ukryte jest wewnątrz… Pamiętam, że od zawsze wzbudzał on moją ciekawość. Niestety, wykorzystywany przez wojsko, stał się obiektem, do którego wstęp mieli tylko nieliczni. Zbudowany między cytadelą a baterią północną w 1911 roku był jedynym w swoim rodzaju. Tę unikalność potwierdzało przeznaczenie schronu dla  kompanii łączności, stacjonującej na dwu poziomach i szereg niestandardowych urządzeń znajdujących się w jego wnętrzu. Jeśli do tego dodamy ponadprzeciętnie rozbudowany system filtrowentylacyjny, zapewniający ogromną ilość powietrza dla funkcjonowania całej struktury… jednym słowem – rodzynek grudziądzkiej twierdzy. Obecnie obiekt został zakupiony przez prywatnego inwestora, który planuje zachować jego historyczną substancje wykorzystując przy tym atrakcyjne położenie. Dzięki Jego uprzejmości mogliśmy zwiedzić, praktycznie każde pomieszczenie w środku… a jest ich trochę   :-)      Jak się przy tym okazało, przez szereg lat, schron łączności  pełnił dokładnie  funkcję, do której został przeznaczony, bez względu na to jakie wojsko w nim stacjonowało…

0
Kategoria: Moje wędrówki |

w drodze…

niedziela, 17 Lipiec 2011

    Lato w pełni, choć zjawiska atmosferyczne jak gwałtowne burze czy obfite ulewy przypominają jaka kapryśna potrafi być pogoda…Odwiedzając tereny w których nie tak dawno rosła dzika roślinność, spostrzegłem jak  zmienia się krajobraz …powstają nowe osiedla domów …polne drogi zmieniają się w ruchliwe miejsca, po których uczęszczają:  rolnicy, turyści, nowi mieszkańcy …Zmiany dokonane przez parę lat są szczególnie widoczne na fotografiach. Wracając czasem do swego archiwum sam jestem zdumiony. Ta prawidłowość przypomina pewien cykl…są rzeczy które na naszych oczach odchodzą bezpowrotnie po wielu, wielu latach…by w ich miejsce weszły nowe. Najciekawsze w tym wszystkim jest chyba to, że taki proces nie ma określonego początku czy końca…

0
Kategoria: Moje wędrówki |

zieleń w natarciu…

piątek, 22 Kwiecień 2011

     Na wiosennej fali, zanim jeszcze zieleń ,,wybuchnie’’ całą swoją siłą, miałem okazję zwiedzić niedostępne zakamarki cytadeli. Prawdę mówiąc, nie wyobrażam sobie takiej wycieczki za dwa lub trzy tygodnie…w gąszczu dziko rosnących, praktycznie wszędzie, krzaków, drzew można bardzo łatwo stracić orientację. Nie będzie przesadą jeśli powiem, że każdy z bastionów ma swój mikroklimat. Cisza i spokój, dwa najważniejsze czynniki sprawiły, że rejon ściśle pilnowany przez ochronę twierdzy, opanowały osobliwe gatunki roślin i zwierząt ceniące sobie szeroko pojętą prywatność… Przez dziesięciolecia niewykorzystywane korytarze stały się idealnym schronieniem dla nietoperzy, patrząc uważnie pod nogi znajdziemy tam niejedną borsuczą norę… niepokojone przez ludzi ptactwo też jakby w raju… paprocie, nawet bardzo rzadkie odmiany…                                                                                                                                                         

    O sile z jaką przyroda zaatakowała cytadelę można mówić bardziej obrazowo. Wystarczy spojrzeć gołym okiem na sypiące się mury i lecące kamienie… jeśli ten proces będzie postępował dalej w takim tempie, za parę lat z bastionu zostanie góra gruzu. Wtedy będzie tylko wstyd…      

     W jednym z korytarzy natrafiłem na całą masę dokumentów w języku niemieckim. Spoglądając na sygnatury można wywnioskować, że pochodzą one z ostatniego oblężenia miasta w 1945r. Uważam, że to bardzo ciekawy materiał do wnikliwej analizy historycznej. Skrawki papieru zawierają bowiem liczby, nazwiska, stopnie wojskowe… są opatrzone wojskowymi pieczęciami i najważniejsze – posiadają daty… Myślę, że warto wrócić z czasem do tego korytarza. Szkoda żeby kawałek takiej historii leżał tak blisko i porastał pleśnią…

0
Kategoria: Moje wędrówki |